Stronafirmowa.com



Z plecakiem po Narwiańskim Parku Narodowym


  
     Nareszcie mamy wiosnę. Nad Narew przyleciały żurawie, czajki, gęsi. Kwitnie olsza i leszczyna.
Najwyższy czas zapakować plecak i wyruszyć  za miasto. Na spotkanie wiosny proponuję wybrać się do Narwiańskiego parku Narodowego.
  Park ten zwany, niekiedy Polską Amazonią, obejmuje bagienną dolinę Narwi od Suraża do Rzędzian. Pomimo niewielkiej powierzchni(7350 hektarów) jest jednym z najcenniejszych polskich Parków Narodowych, w którym chroni się unikalny na skalę europejska ekosystem bagiennej doliny rzecznej z 46 zespołami roślinnymi i nieprzebraną rzeszą ptaków wodno-błotnych.
Wycieczkę można zacząć w Kruszewie,25 kilometrów na zachód od Białegostoku, dokąd dojedziemy PKS-em(bilet kosztuje 4.40.). Proponuje wyjechać o 9.50 aby zdążyć na autobus powrotny z Zaczerlan o 16.10.
W Kruszewie warto zobaczyć ruiny wiatraka holendra i przydrożną kapliczkę z XVII wieku. Wędrując w kierunku północno-zachodnim docierany do asfaltowej drogi, która wprowadza nas w granice Narwiańskiego Parku Narodowego. Podążając dawnym traktem do Wysokiego Mazowieckiego w kierunku przyczółka zerwanego mostu na Narwi idziemy szpalerem wierzb, głogów, olch porastających groblę. Po obu stronach drogi towarzyszą nam bezkresne bagienne krajobrazy. Przy odrobinie szczęścia dostrzeżemy błotniaki żeglujące nad morzem otaczających nas trzcinowisk. Po krótkim marszu docieramy do niewielkiego mostka na jednej z odnóg Narwi. Warto postać w ciszy może spotkamy bobra, który niedaleko  stąd zbudował sobie żeremie. Idąc dalej docieramy do przyczółka zerwanego mostu skąd roztacza się piękny widok na dolinę rzeki. Na południowym zachodzie widoczne są mury dworku w Kurowie -siedziby Parku a na północnym -zachodzie wały reduty zwanej "Koziołkiem" pochodzące z czasów potopu szwedzkiego. W Kurowie można zwiedzić niewielkie muzeum przyrodnicze, nacieszyć oczy panoramą z wieży widokowej, przejść się kilkusetmetrowa kładką – ścieżką przyrodniczą, zaopatrzyć w materiały dotyczące Parku a nawet zanocować lub  wypożyczyć kajak i odbyć spływ rzeką, co szczególnie polecam. Trzeba jednak zaznaczyć, ze bardzo łatwo zgubić drogę w plątaninie odnóg i starorzeczy meandrującej Narwi. Wart więc w muzeum zaopatrzyć się przed spływem w mapę lub wynająć przewodnika
 Z przyczółka warto zejść na ścieżkę biegnącą na północ aby po przejściu kilkuset metrów dotrzeć do malowniczego starorzecza Narwi.
Wracamy tą sama droga i po minięciu Kruszewa kierujemy się szlakiem na południowy-wschód. Po przejściu około dwóch kilometrów skręcamy za znakami w prawo na południowy -zachód. Wkrótce docieramy do pierwszych zabudowań Śliwna. Dzisiejsze Śliwno to zaledwie kilkanaście rozrzuconych gospodarstw. Przed trzystu laty znajdowała się tu jednak potężna magnacka rezydencja porównywalna z pałacami w Choroszczy czy Białymstoku. Rezydancja Orsettich powstała w początkach XVII wieku i była powiązana kompozycyjnie i widokowo z Waniewem. Punktem centralnym był pałac położony na wzgórzu w pobliżu miejsca gdzie rozpoczynała się przeprawa promowa. Obecnie znajduje się tu pole biwakowe, wyposażone w pomost i niewielką wiatę.
Do naszych czasów nie zachowały się niestety żadne ślady dawnych budowli, za wyjątkiem sieci kanałów łączących Śliwno z głównym korytem Narwi. Brzegi kanałów porastają jesiony wyniosłe, lipy drobnolistne i wiązy górskie będące pozostałością XVII wiecznych nasadzeń
W Śliwnie można odwiedzić kwaterę agroturystyczną prowadzoną przez państwa Korpacz. Specjalnością gospodarzy są ogórki kiszone w beczkach zatapianych w Narwi.
 
Ze Śliwna kierujemy się szlakiem na wschód w stronę miejscowości Ibiszcze. Wędrujemy pośród rozległych łąk nad którymi można obserwować liczne czajki ustalające melodyjnymi śpiewami swoje rewiry lęgowe. Za Ibiszczem szlak skręca na południe w kierunku Kolonii Topilec. Z grobli rozległy widok na podmokłe łąki będące lęgowiskiem czajek, szlamników  rycyków i wielu innych ptaków wodno-błotnych. W Kolonii Topilec po prawej stronie kolejne pole biwakowe. Idąc na wschód po prawej stronie ładny widok na dolinę Narwi, po lewej zaś ciągnie się rozległa i wielce malownicza brzezina. Docieramy do Topilca. Z pochodzeniem nazwy miejscowości związana jest legenda o zatopionym skarbie i duchu młynarza. We wsi warto zwiedzić  XIX wieczną murowaną cerkiew p.w. św. Mikołaja, oraz prawosławny cmentarz z kapliczka wydrążoną z jednego pnia drzewa. Na kapliczce z trudem można odczytać datę 1876.
 
 
Jeśli siły pozwolą warto wybrać się na wycieczkę  wokół stawów rybnych(50 hektarów).Stawy położone są w otoczeniu sosnowych i olchowych lasów stwarzających dogodne warunki lęgowe wielu ptakom zakładającym gniazda w koronach drzew. Wiosną mamy tu możliwość obserwowania czapli, bocianów czarnych, licznych gatunków kaczek. Niekiedy zalatuje tu także niezwykle rzadki w Polsce orzeł rybołów. Dla miłośników wędkowania szansa spotkania z taaaaką rybą. Przy gospodarstwie rybackim pana Jana Danilczuka funkcjonuje bar, w którym podaje się między innymi smażone ryby Można tu także zatrzymać się na nocleg.
Jeśli zdecydujemy się wracać tego samego dnia warto wzmocnić się smażoną rybą bowiem do najbliższego przystanku będziemy wędrować jeszcze około trzy kilometry.Za Topilcem skręcamy w lewo na północ aby złapać (jedyny) popołudniowy autobus odchodzący o godzinie 16.10.Bilet do Białegostoku kosztuje 3.20.
W drodze powrotnej do Białegostoku, jeśli siły pozwolą lub następnego dnia w ramach relaksu warto zwiedzić mało znaną a wielce malownicza Choroszcz
. Wąskie, urokliwe i ciche uliczki wspinają się i opadają łagodnie odsłaniając co chwila nowe ciekawe panoramy.
Prawdziwa perełką miasteczka jest letni  pałacyk Branickich obecnie Muzeum Wnętrz Pałacowych. Miejsce to posiada specyficzny klimat. Czuje się tutaj atmosferę czasów gdy słowo pośpiech nie było jeszcze powszechnie używane. Miłych wrażeń dostarcza także spacer po parku pałacowym. Pierwotnie było to założenie ogrodowe utrzymane w stylu francuskim. Obecnie jednak jest to raczej park typu angielskiego pełen starych drzew, z kilkoma stawami, kanałami i wąskimi cienistymi alejkami. Liczne stare i dziuplaste drzewa gwarantują spotkanie z dzięciołami, muchołówkami i licznie gniazdującymi tu sikorami, kowalikami, pełzaczami. Zazwyczaj niewielu tu spacerujących, więc jeśli ktoś poszukuje odosobnienia gorąco polecam.
Sam pałacyk, położony na sztucznej wyspie to prawdziwa perełka architektoniczna, szkoda że obecni projektanci rezydencji nie czerpią natchnienia z tego typu budowli.
  .Na ekspozycję Muzeum Wnętrz Pałacowych składają się meble, obrazy i bibeloty głównie z XVIII wieku. Na przykładzie mebli można prześledzić ewolucję stylów od baroku poprzez rokoko aż do klasycystycznych kształtów stylu Ludwika XVI. Wśród obrazów spotkamy min. portrety dawnych właścicieli rezydencji Na parterze znajdują się garderoby pani i pana domu. Jest sypialnia, niestety bez łóżka. W salonie można oglądać stoliki i krzesła. W czasach Branickich były tu tylko wiklinowe krzesła. Piętro podczas rekonstrukcji pałacu, przeprowadzonej w latach 60,tych  zagubiło niestety oryginalny układ. Trudno więc zorientować się jak dawniej żyli tu ludzie. Z opisów wiadomo jednak, że gospodarz ,hetman Branicki podejmował gości w wielkopańskim stylu. Bywało tu wielu dyplomatów, uczonych i artystów tamtej epoki. Gośćmi pałacu byli nawet królowie August III i Stanisław August Poniatowski. Muzeum czynne jest  od wtorku do niedzieli w godzinach 10-15.Jesli drzwi są zamknięte wystarczy zapukać.
Wędrując ulica Sienkiewicza a następnie Branickiego docieramy do niewielkiego prostokątnego rynku z  Pomnikiem Niepodległości z 1934 roku.
Od wschodu rynek zamyka  Kościół i klasztor dominikański o długiej i dramatycznej historii.
  Dominikanie pojawili się w Choroszczy w XVII wieku za sprawa wojewody trockiego Mikołaja Stefana Paca. Kościół, wzniesiony przez rodziców fundatora spłonął  po raz pierwszy w 1683 roku. Świątynię odbudowano w innym miejscu. Nie uchroniło to jej jednak przed ponownym zniszczeniem w   czasie wojny północnej w roku 1707. Nowe zabudowania przetrwały niecałe 50 lat kiedy to Jan Klemens Branicki przeniósł siedzibę Dominikanów w nowe miejsce. Przeprowadzka nie uchroniła jednak Kościoła przed kolejnym pożarem w roku 1915.W odbudowanym Kościele znajdują się relikwie, zgromadzone przez Dominikanów, w tym trumna ze szczątkami Św. Kandyda. Legenda głosi, że zetkniecie się uniesionej dłoni Świętego z wiekiem trumny zbiegnie się z końcem świata. W Kościele warto zwrócić uwagę min. na bogato inkrustowana drewnianą ambonę.
Nieopodal rynku, przy ulicy Lipowej, znajduje się Cerkiew Prawosławna p.w. Matki Bożej Opiekuńczej. Świątynia zbudowana na planie krzyża greckiego jest utrzymana w stylu neobizantyjskim z ciekawym ikonostasem. Cerkiew otwierana jest tylko w czasie nabożeństw. Ksiądz mieszka jednak nieopodal i chętnie wpuszcza do środka.
 
Tomasz Lippoman
t@bialowieza.com.pl
 
 
 
 


Na góre strony
statystyki www stat.pl